środa, 7 września 2011

Wycieczka, coś z przydasi i Pawie

No i znowu weekend spędziłam poza rodzinnym domem... Tym razem wyprawa ruszyła do Wrocławia i Drezna. Wrocław piękny, Drezno jeszcze piękniejsze...
Poza podziwianiem, zwiedzaniem i słuchaniem przeróżnych historii o Wrocławiu, ja na bezczelniaka, wzięłam się za szukanie Krasnali! Miałam przy tym ogromną zabawę. Spośród 173 pociesznych krasnoludków, udało mi się ich wyłapać zaledwie 32... Oczywiście każdy został odhaczony na mapce i obfotografowany. Do najlepszych okazów zaliczyłam Obieżysmaka ( słodki Grubasek ),  Pierożnika i Syzyfki! 




 Mój Idol... Zupełnie tak jak Pieożnik zajadam się domowymi pierogami...


 Skoro rozpoczęłam kolekcjonowanie naparstków, musiałam zabrać ze sobą te dwa maleństwa...

Skoro mowa w temacie o przydasiach, już pierwszego dnia pobytu w Polsce musiałam coś z zakupów przytaszczyć. A ponieważ mam tajemniczą misję do wypełnienia zakupiłam się w niezbędne materiały - len, kanwę (jakbym sobie nie poradziła z lnem...), no a do tego kilka mulinek plus wstążeczka. 1/4 planu mam już gotową i muszę powiedzieć, że krzyżykowanie na lnie nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy...


Szczerze? Ta gazetka przypadkowo trafiła do mojego sklepowego koszyka, a wszystko przez to, że jestem niska... Zawsze kiedy jestem na zakupach mam w zwyczaju przeglądać robótkowe magazyny, oczywiście bez zamiaru ich kupienia. Uważam, że polskie gazetki, za swoją cenę, nie mają za wiele wartych uwagi pomysłów. No więc, będąc ostatnio w sklepie chciałam przejrzeć "Twórcze inspiracje", jednak ktoś bardzo pomysłowy wrzucił tę gazetkę na ostatnią półkę. Wzbijałam się na palcach, skakałam, chciałam podnosić siostrę - a wszystko po to, żeby dostać się do upragnionej gazety... Miałam zamiar się poddać, ale napatoczył się pan pracownik, wysoki, i poprosiłam go o pomoc. Przekartkowałam gazetkę i pomyślałam, że teraz to głupio będzie odłożyć ją na półkę przy której tyle się oskakałam... No i w ten sposób kupiłam "Twórcze inspiracje".                

 Ale naklejki kupiłam już świadomie. Są słodkie :)


Do omówienia został mi jeszcze paw. Praca nad obrazkiem póki co stanęła w miejscu, ponieważ, jak już wspominałam, mam lnianą misję. Od ostatniej publikacji trochę przybyło i jak zwykle efekty cieszą i zachęcają do dalszej pracy. Coraz więcej mulin się kończy, ale w poniedziałek wybieram się do hurtowni dodatków krawieckich - trzeba uzupełnić zapasy. Mam tylko nadzieję, że będzie możliwość detalicznego zakupu motków... A i znając mnie  jak zwykle nazwożę wszystkiego co się da! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz