sobota, 25 sierpnia 2012

Torebkowa mania.

Ogarnął mnie szał torebkowy! Chyba teraz tylko to będę robić! 


Zaraz po tym jak udało mi się dokończyć szaloną torbę w kwiatki, pomyślałam, że sprezentuję ją siostrzyczce. Podczas jednej z rozmów z francuską rodzinką coś wspomniałam na ten temat, i w zamian usłyszałam, że jeśli chcę to jest możliwość odwiedzenia po raz kolejny sklepu z materiałami. Oczy mi się zaświeciły, zrobiłam minę Kota ze Shreka i wybrałyśmy na wyprawę w poszukiwaniu materiału. 


W takim właśnie wielkim sklepie buszowałam. Ciężko było się zdecydować - tysiące kolorów, wzorów, rodzajów, za którymi oczy nie nadążały. W ostateczności decyzja padła na coś takiego:  


Już za pierwszym razem głaskałam tę tkaninę, strasznie spodobały mi się kolory, motywy i tekstura materiału... Idealny!
W dziale guzikowo-wstążkowo-nitkowym wpadły mi w ręce guziole na promocji, nie mogłam się oprzeć i zabrałam ze sobą dwie paczuszki z motywami włoskimi i pieskowymi. No a guziol jak Wam się podoba?! Nie wiem co mnie podkusiło do zakupu różowego, tak kocham ten kolor!     




No i od razu musiałam przystąpić do pracy, nie miałam za dużo czasu (ale o tym w następnym poście) .

Cięcie, fastryga i szycie! 


Et voila! Muszę się egoistycznie przyznać, że urocza torebka mi wyszła :D Dałam siostrze wybór - wybrała właśnie tę z różowym guziolem. Która Wam bardziej przypadła do gustu? 


A na koniec powiem Wam co mnie spotkało po wręczeniu siostrze torebki i wrzuceniu zdjęcia na fejsika, dostałam zamówienie na 3 torby! Z tym samym motywem! Także, teraz cały mój czas poświęcam torebkom, super zabawa i praktyka przy maszynie!

środa, 8 sierpnia 2012

Debiutantka

Wszystkich, co chcą przeczytać tego posta, ostrzegam i bardzo proszę o wygodne zajęcie miejsca! A dlaczego? Bo chciałabym zaprezentować coś czego jeszcze nigdy nie robiłam, czego nie próbowałam robić i o czym nawet nie myślałam, że spróbuję. Nie wiem czy piszę z sensem. Ale to tylko dlatego, że jestem podekscytowana moim debiutem i spieszę się do prezentacji! 

Zacznę jednak od krótkiej historyjki. Kilka tygodni temu, kiedy mój francuski opierał się zaledwie na dwóch słowach 'Oui'/ 'Non' (żartuję, aż tak źle nie było ^^), zostałam zapytana czy chcę kupić materiał i spróbować szycia. Pytanie padło ponieważ któraś z sąsiadek zaproponowała, że zorganizuje 3 godzinny kurs szycia torebki. Na co ja odpowiedziałam 'Oui, oczywiście!' Cieszyłam się jak dziecko na myśl, że nauczę się czegoś nowego. Pojechałyśmy więc do wielkiego sklepu z przeróżnymi materiałami. Wybrałam coś bardzo sympatycznego! 
Niestety jednak dowiedziałam się, że pracuję w weekend i w sobotę, kiedy była zorganizowana lekcja, nie mogłam się wybrać na szycie. Moje babeczki powiedziały, że to nic straconego - wszystko zanotują i później mi pomogą. Lekcja z innymi mnie ominęła, kiedy wróciły zabrałam się za mój projekt. Jak poszło? 


Ciach, ciach, kilka cięć ^^




Pierwszy raz, tak na poważnie przy maszynie... Ale miałam stracha! 


Hop, na drugą stronę...! 



Przy okazji trzeba było wszystko notować! 










 Et voila! Torebunia gotowa. Ale miałam przy tym zabawę, świetna sprawa. Coś mi się zdaję, że będzie trzeba potrenować szycie, tak, żeby w przyszłości moje krzyżyki też i tam znalazły swoje miejsce! 

A to, jak w trójeczkę grzecznie, na słoneczku sobie fastrygowałyśmy, szyłyśmy itd.! 


Torebka mamuśki. Siostrunia zaraz po zakończeniu szycia poleciała wręczyć jako prezent urodzinowy, więc nie miałam jak cyknąć zdjęcia. Jak Wam się podobają ręcznie szyte torebeczki! 

piątek, 3 sierpnia 2012

Maleństwo z Bordeaux

Pamiętacie posta w którym pokazałam drewniane maleństwo na drobnostki? Wspominałam, że chcę zrobić coś od serca swojej francuskiej mamuśce, tak żeby podziękować i żeby mnie zapamiętała na dłużej. Myślałam początkowo, że znajdę wzorek z napisem 'Merci' wystarczająco dużym na spód tacki. Niestety przepatrzyłam wszystkie swoje zasoby francuskich gazet, i nic, co mogłoby mnie zainteresować nie znalazłam. Na drugą myśl wpadł mi  kotek M. Sherry.- ale znowu musiałabym troszkę przy nim posiedzieć. Ze względu na fakt, że czasu mam codziennie niewiele, bądź jestem padnięta po pracy, kotek poszedł w odstawkę! Szukałam, szukałam i myślę, że coś w końcu znalazłam. Projekt został wykonany! A co to takiego?
Wiecie, że ostatnio hafciki wykorzystane w trójwymiarze zawirowały mi w głowie. Po namyśle, zdecydowałam się na kostkę z motywem winiarskim. Francuska mamuśka przepada za winami, więc może, mam taką nadzieję, się jej spodoba! :)))