poniedziałek, 26 września 2011

Nadrabiam zaległości...

Jak w tytule, nadrabiam robótkowe zaległości! Mój pobyt w Polsce niby trwał miesiąc, a czuję się jakbym zaledwie byla w domu tydzien. Może to dlatego, że albo bylam we Francji, albo weekend spedziłam we Wrocławiu... z kolei później trzeba było odwiedzić przyjaciół, gościć przez tydzień rodzinkę... Tak więc czas minął mi bardzo szybko.
Miałam nadrabiać zaległości, więc... Tuż przed całymi moimi wyjazdami, od mamusi, która była z siostrą odwiedzić mnie w Aberystwyth, dostłam śliczne naklejeczki z moim ulubionym motywem - Wieżą Eiffla. Zapomniałam się nimi pochwalić wcześniej...


A podczas pobytu w Polsce, ciocia zabrała mnie na giełdę kwiatów, ozdób... i całej reszty! Co przywiozłam? :)








Oprócz przydasiów musiałam uzupełnić kończące się mulinki do pawików. 



No i coś z robótek - wreszcie! 


 Dwa obrazeczki, Wieżyczkę Eiffla już kiedyś pokazałam. Mimo tego że, Tower Bridge został wyszyty tuż po wieży, nie udało mi się go obfocić. Po zawiłych przygodach i podróżach obrazka, wreszcie trafił do rąk drugiej połówki i mogłam sfotografować


To moja ostatnia praca, z ktorej jestem dumna. Woreczki lawedowe wykonałam po pobycie w Prowansji! Pamiątkę wakacyjną sprezentowałam mamie, jednej i drugiej cioci. 

No i na koniec cudo, które czekało na mnie w Aberowym domku. Encyklopedia wszystkich możliwych technik rękodzieła. Kilkaset kolorowych stronic z opisami, wskazówkami... Najlepsza książa jaką do tej pory spotkałam! 
Wróciłam do Aber, zaczynam kolejny rok akademicki i biorę się za robótki! Mam mnóstwo w planach, co z tego wyjdzie? 

środa, 7 września 2011

Wycieczka, coś z przydasi i Pawie

No i znowu weekend spędziłam poza rodzinnym domem... Tym razem wyprawa ruszyła do Wrocławia i Drezna. Wrocław piękny, Drezno jeszcze piękniejsze...
Poza podziwianiem, zwiedzaniem i słuchaniem przeróżnych historii o Wrocławiu, ja na bezczelniaka, wzięłam się za szukanie Krasnali! Miałam przy tym ogromną zabawę. Spośród 173 pociesznych krasnoludków, udało mi się ich wyłapać zaledwie 32... Oczywiście każdy został odhaczony na mapce i obfotografowany. Do najlepszych okazów zaliczyłam Obieżysmaka ( słodki Grubasek ),  Pierożnika i Syzyfki! 




 Mój Idol... Zupełnie tak jak Pieożnik zajadam się domowymi pierogami...


 Skoro rozpoczęłam kolekcjonowanie naparstków, musiałam zabrać ze sobą te dwa maleństwa...

Skoro mowa w temacie o przydasiach, już pierwszego dnia pobytu w Polsce musiałam coś z zakupów przytaszczyć. A ponieważ mam tajemniczą misję do wypełnienia zakupiłam się w niezbędne materiały - len, kanwę (jakbym sobie nie poradziła z lnem...), no a do tego kilka mulinek plus wstążeczka. 1/4 planu mam już gotową i muszę powiedzieć, że krzyżykowanie na lnie nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy...


Szczerze? Ta gazetka przypadkowo trafiła do mojego sklepowego koszyka, a wszystko przez to, że jestem niska... Zawsze kiedy jestem na zakupach mam w zwyczaju przeglądać robótkowe magazyny, oczywiście bez zamiaru ich kupienia. Uważam, że polskie gazetki, za swoją cenę, nie mają za wiele wartych uwagi pomysłów. No więc, będąc ostatnio w sklepie chciałam przejrzeć "Twórcze inspiracje", jednak ktoś bardzo pomysłowy wrzucił tę gazetkę na ostatnią półkę. Wzbijałam się na palcach, skakałam, chciałam podnosić siostrę - a wszystko po to, żeby dostać się do upragnionej gazety... Miałam zamiar się poddać, ale napatoczył się pan pracownik, wysoki, i poprosiłam go o pomoc. Przekartkowałam gazetkę i pomyślałam, że teraz to głupio będzie odłożyć ją na półkę przy której tyle się oskakałam... No i w ten sposób kupiłam "Twórcze inspiracje".                

 Ale naklejki kupiłam już świadomie. Są słodkie :)


Do omówienia został mi jeszcze paw. Praca nad obrazkiem póki co stanęła w miejscu, ponieważ, jak już wspominałam, mam lnianą misję. Od ostatniej publikacji trochę przybyło i jak zwykle efekty cieszą i zachęcają do dalszej pracy. Coraz więcej mulin się kończy, ale w poniedziałek wybieram się do hurtowni dodatków krawieckich - trzeba uzupełnić zapasy. Mam tylko nadzieję, że będzie możliwość detalicznego zakupu motków... A i znając mnie  jak zwykle nazwożę wszystkiego co się da! 

czwartek, 1 września 2011

Wakacyjnie z Lazurowego Wybrzeża

Słońce, cieplutka woda i niezwykły klimat - kilka słów jakie określa Francuską Riwierę.
Kilka dni temu wróciłam z wakacyjnego pobytu na Lazurowym Wybrzeżu i muszę przyznać, że nie zawiodłam się, było tak jak sobie wszystko wyobrażałam. Zapach lawendy unosił się ciągle w powietrzu, czas płynął wolno, słońce prażyło na maksa, a tylko woda pozwalała na chwilę się ochłodzić... Kilka dni w Porcie Grimaud trwało wiecznie! 
Oprócz opalania się i całej reszty wypoczynkowej, punktem programu każdych wakacji były zakupy! Ja, jak to ja rozglądałam się za robótkowymi "pamiątkami". Przy okazji, pomyślałam sobie, że może zaczęłabym kolekcjonować naparstki - widziałam, że wiele dziewczyn ma dość sporą kolekcję.  


Uliczki francuskiej Wenecji roiły się od błyskotek, poduszeczek lawendowych, oliwek.... I jak tu się nie oprzeć kupowaniu?  


No i  nie powstrzymałam się! Kiedy zobaczyłam tą ogromną bransoletkę oczy zaświeciły mi się natychmiastowo... Ten cudowny paw mieni się w każdym kolorze... 


A co z przydasiami? Gazetek nie znalazłam wystarczająco ciekawych, ale za to w jednym sklepiku był dosyć ciekawy zbiór koralików. Zakupiłam się tylko w te cztery widoczne na zdjęciu, ponieważ cena była okrutnie wysoka... A nożyczki dostałam od cioci krawcowej... - to tak przy okazji.    



Powitanie po przeprowadzce

Wreszcie udało mi się przełamać niechęć do "tworzenia" nowego bloga i tak JESTEM! Czuję się trochę niezręcznie ponieważ można powiedzieć, że zaczynam od zera. Od razu zaznaczam, że z  nowym blogiem postawiłam sobie wysoką poprzeczkę i mam nadzieję, że podołam zadaniu i szybko się zaaklimatyzuję na blogspocie. 

Starego bloga wrzucam do Lamusa i pełną parą startuję z pisaniem i tworzeniem na nowym.